Gazeta codzienna

Sztuka. Kultura. Nauka.

* * *
Merkuriusz Polski dzieje wszystkiego świata w sobie zamykający dla informacji pospolitej. Od 3 stycznia 1661.
piątek, 14 Grudzień, 2018 - 04:27

"O Gównoprawdzie" amerykańskiego filozofa Harry'ego G. Frankfurta

pon., 10/06/2013 - 23:29
Kategoria: 

Chrzanienie, pieprzenie to bynajmniej nie kolokwializm, ale również termin naukowy. Esej "On Bullshit" (dokładnie: "O Gównoprawdzie") amerykańskiego filozofa Harry'ego G. Frankfurta zrobił niebywałą karierę w świecie nauki i nie tylko, trafiając na listę dziesięciu najlepiej się sprzedających książek naukowych w USA po jego opublikowaniu przez wydawnictwo uniwersytetu Princeton. W pracy tej autor definiuje to pojęcie, pozwalając je odróżnić od blefu, humbugu i kłamstwa.

"Odra" (październik 2007) drukuje esej Frankfurta jak i pracę Leszczyńskiego pt. "O skutkach intelektualnego niedbalstwa". Jak definiuje Leszczyński na podstawie Frankfurta; 

 

"pierdolenie, chrzanienie to wypowiedź lub ciąg wypowiedzi sformułowanych bez troski o związek z faktami (prawdziwość bądź fałszywość), wyłącznie po to, aby osiągnąć pewien efekt, którym może być na przykład chwilowe zaciekawienie słuchaczy, wpłynięcie na ich poglądy lub emocje, promocja pewnych postaw czy też ukazanie siebie w pewnym świetle."


Obawiam się że ten kraj tonie w chrzanieniu. Leszczyński pisze np. o chrzanieniu politycznym:
 

"jest wysoce sprofesjonalizowane stosowane z wielką umiejętnością, znawstwem i kunsztem, nie będzie więc przesady w stwierdzeniu iż mamy tu do czynienia z doskonałym rzemiosłem na którego opanowanie poświęca się dużo czasu i pieniędzy. Zauważy ktoś że bez tego nie byłoby polityki, pierdolenie stanowi bowiem jedną z jej cech istotnych i to taką co do której zwykle panuje cicha umowa, aby nie brać jej poważnie." 


Mówi on o całej kulutrze chranienia, opierającej się na trzech wielkich filarach: egzaltacji, arogancji i ignorancji. Giniemy w gigantycznym informacyjnym chaosie, z czego spora część informacji ma niską wartość. Ciężko czytać codzienną prasę, bowiem nikt obiektywnie nie porządkuje, nie katalogizuje wydarzeń. Angloamerykański standard "newspaper of record", gazety odnotowującej wszystkie ważniejsze wydarzenia, nie istnieje, na polski tłumaczy się go jako "gazeta opinii", co jest błędem semantycznym- to nie to samo!

Zamiast tego mamy różne gazety dolnej półki, piszące o tym, o czym dziennikarze akurat mają przemożną ochotę napisać, i zwykle jeszcze temat nie jest opisany wyczerpująco. A podobno nieodłącznym elementem cywilizacji Zachodu jest mania katalogizowania i porządkowania. Nie ma jej za wiele u nas, a jak piszą niektórzy, nie mamy w istocie z tą cywilizacją tak wiele wspólnego jak wielu sądzi.

Giniemy więc w bałaganie, stoimy niemal w miejscu. Co mądrzejsi stąd uciekają- nauczeni doświadczeniem nie liczą na poprawę. Wszak wystarczy spojrzeć na jakość argumentacji w polskiej prasie i porównać ją np. z brytyjskim Guardianem. Tu królują epitety i chrzanienie, tam liczy się argumenty i dorobek nauki.

(af)