Gazeta codzienna

Sztuka. Kultura. Nauka.

* * *
Merkuriusz Polski dzieje wszystkiego świata w sobie zamykający dla informacji pospolitej. Od 3 stycznia 1661.
poniedziałek, 1 Czerwiec, 2020 - 01:32

"Upadła także wszystka godność i zgasła wszystka chwała Polaków, w popiół się obróciwszy"

śr., 27/11/2013 - 17:34

[18] JAN:

Rzadki to ptak — jak Feniks na ziemi — zgoda wśród braci,
Rzadziej — by królów dwór zgodnie na jedną wsiadł łódź.

Albowiem, jakby z oparów bagna zazdrości wstając, groźna burza ogarnęła wspólników królestwa. O, jakże błogosławiona, nad braterską bratnia jest społeczność, u której bardziej liczą się więzy życzliwości, niż żądza władzy przekonuje! Chwałą takiego szczęścia zajaśniało ponad wszystkich potomstwo Erotyma. Ten bowiem Erotym, będąc królem Arabów, miał z nałożnic siedmiuset synów — rzecz prawie nie do wiary! Dzięki ich odwadze, gdy zmógł siły sąsiadów, głośne zdobył imię i z nadzwyczajnym zgoła szczęściem poskromił niezwyciężonych [przedtem] królów. Oby nasi Pompilidzi zestarzeli się w takim powodzeniu!

[19] MATEUSZ:

Mówićże mam czy milczeć? Bo wstydzę się wstyd swój odsłaniać, Braki, gdy ma je twarz, barwiczką należy je kryć.

Jakiegoż to, myślisz, godne jest wspomnienia podłe rodu zhańbienie, bezwstydu ohyda? Ten bowiem, ten, który łaskawie wynagradzał zasługi, ten wyjątkowy król, powiadam, Pompiliusz młodszy, upojony powabami pewnej trucicielki, za życzliwość odpłaca się nienawiścią, za przyjaźń — podstępem, krwi rozlewem za przywiązanie, wiarołomstwem za wierność, tyranią za posłuszeństwo.

Najbezwstydniejsza z niewiast często podszeptywała mu tego rodzaju kwieciste słówka:

„Nie należy zbytnio ufać spokojowi, ponieważ gorąca jasność słońca jakże często ostyga raptownym deszczem". I nie wypada tobie zanadto się cieszyć, jakobyś już dobił do bezpiecznego portu, gdyż nie spotkałeś się jeszcze ze spiętrzonymi bałwanami. Nie widzisz, że sterczące zewsząd skały grożą ci rozbiciem? Szczęśliwym królem czyni cię co prawda wspaniałość królestwa, ale bezpieczeństwo zapewni ci niezdobyty mur twoich krewnych.

Powiem słowa twarde, lecz szczere: nie mienię [ciebie] ani szczęśliwym, ani bezpiecznym. Nie ma szczęścia tam, gdzie własne omdlewają siły; nie ma bezpieczeństwa, gdy własny kraj zagrożony jest rozszarpaniem. A zatem, ilu masz stryjów, tyle drobnych państw, tyle zasadzek na twój spokój. Wygłaszają bowiem kwieciste mowy, pragną zaś czegoś przeciwnego; bo pod różą kryją się kłujące kolce, pod bujną trawą wąż. Twierdzą, że są opiekunami, nie stryjami i nie tylko opiekunami, lecz także ojcami. Czujeszże to i czy przenika to do twojej świadomości? Czy sądzisz, że oni zadowalają się gołymi nazwami?

Zawsze stryjostwo domaga się rządzenia synowcami, sierotami opiekuństwo, dziećmi ojcostwo. Tej władzy swojej nie zaznaczają [tylko] płytkim słowem, lecz ją okazują rzeczywistym uprzywilejowaniem. I nie obrali cię królem, abyś nimi rządził, lecz aby tymczasem, póki władza jest jakby w zawieszeniu, komukolwiek z nich okazja do władania mogła się nadarzyć. Często bowiem zasadza się w stosownej porze jakiekolwiek płonki, aby urodzajniejszą zaszczepić latorośl. I nie uważają, że zasługujesz na tytuł króla, lecz nazywają cię albo igraszką losu, albo jakąś ich kukłą. Dodaj, jak często wytykają ci bohaterskie czyny pradziadów, aby narazić cię na spotkanie z wrogami i czym prędzej zgubić, nie aby cię ćwiczyć w czynach bohaterskich. Wreszcie i to, że chłopcem jesteś i nie powinieneś nic innego czynić, jak bawić się. Oni zajmują cię jakimiś głupstwami jakby poważnymi radami, nie aby przez doradzanie roztropniejszym cię uczynić, lecz aby czyhać na sposobność strojenia sobie żartów z ciebie lub aby przynajmniej odwlec spełnienie twoich młodzieńczych życzeń.

Śmieszni zaiste starcy! Choć sami radzi by odmłodnieć, jednak zgrzybiałych szukają młodzieńców. Wybieraj więc, czy wolisz być niewolnikiem, czy wolnym, czy chcesz być swoim, czy cudzym, raz szczęśliwym czy zawsze pożałowania godnym. Stanowczo wypada upuścić krwi z żyły, aby zapewnić zdrowie. Niemożliwy jest bowiem swobodny rozrost winnego szczepu, gdy nie przycina się nawet i prawidłowych latorośli i gdy fałszywych pędów całkowicie się nie obcina".

Ów, tymi i podobnymi namowami przekonany, z rozkazu tejże mistrzyni do łoża ze zmyślonej niemocy się kładzie [i] każe wezwać przyjaciół, niby dla pociechy czy z potrzeby zasięgnięcia rady. W wielkiej tajemnicy wyjawia im i przyczynę, i dzień swojego zgonu, niby przez bogów objawiony, każdemu z osobna osobliwą tajemnicę szepcąc:

„Wam wypada postanowić w sprawie następcy tronu. Mnie moje wzywają losy, ale będzie to dla mnie dostatecznym ukojeniem, jeśli — jak z waszej rządziłem łaski, tak i z waszej dobroci okażę się nieśmiertelnym. Albowiem nie wyda mi się wcale, abym umierał, skoro [tylko] waszą dla mnie życzliwość dostrzegę, gdy z wami uroczyście mój pogrzeb odprawię. Czegóż bowiem mógłbym spodziewać się od kogoś, kto żyjącemu odmówiłby tego, co winien jest zmarłemu".

Mógłbyś usłyszeć tu szczere, tam obłudne głosy biadania; stąd westchnienia, stamtąd łkania, stąd żałosne jęki, stamtąd straszne zawodzenia; stąd rozlega się [odgłos] bicia się w piersi, stamtąd [klask] zderzających się dłoni; tu płyną potoki rzęsistych łez, tam ledwie na pół zwilżone są powieki. Panny targają włosy, matrony [rozdrapują] twarz, szaty [rozdzierają] staruszki; ogólne biadania potęguje zawodzenie obłudnej królowej, która już to męża, już to poszczególnych dostojników ze smutkiem ściskając, uspokaja z jakąś — sam nie wiem — słodką goryczą czy — powiedziałbym — z gorzką słodyczą, tak iż wszystkimi wstrząsają już nie udane, lecz połączone z rzewnym płaczem łkania do tego stopnia, że jak wieść głosi, w ślad za żałosnymi jej skargami zaczęły lamentować spiżowe wizerunki, a na skutek jej łez posągi — łzami spłynęły.

Otóż po obrzędach pogrzebowych, które jeszcze dziś pogaństwo odprawia podczas pogrzebów, [król] podejmuje [stryjów] ucztą z najwykwintniejszymi przysmakami. Gdy czyste wino nieco rozwiało ich smutek, król prosi, aby go odwiedzili i w jego obecności wzajemnie przy pucharach zachęcając się, mile się pocieszali. Mówi, że chętne ich przybycie sprawi ukojenie w jego chorobie, a koniec jego życia raczej będzie radosny niż owiany smutkiem.

„Czemu — rzecze — królowo, w smutnych rozpływasz się łzach, czemu trawi cię smutek? Wdowieństwa się boisz? Przynajmniej póki ci żyją, nie przekroczysz bramy wdowieństwa; a nawet wobec tylu pozostałych przy życiu moich krewnych bądź przekonana, że ja dalej żyję. Teraz chciałbym wezwać najprzedniejszych spośród ojców, z serdecznych przyjaciół najbardziej zaufanych, których spojrzenia jakby gwiazd promienie ożywiają mnie, aby u nich nasza pamięć w twojej żyła osobie, ponieważ wiedzą, że jesteś resztą naszego życia, naszej duszy połową".

Oni przysięgają, że wpierw żywcem chcą być pogrzebani,
nimby zaginęła [pamięć] jego wyświadczonych im dobrodziejstw.

„Niech wzniesie się puchar

— rzecze król —

i niech ja się podniosę, abym wszystkich pozdrowił i abyśmy kolejno złączyli się pożegnalnym pocałunkiem, aby każdy skosztował tego boskiego nektaru, gdy ja nadpiję".

Był to zaś złoty puchar, przez zmyślną królową kunsztownie wykonany, w którym nawet mała ilość płynu podchodziła ku górze. I chociaż kielich ledwie w czwartej części był napełniony, wydawał się pełny, gdyż płyn zawisał w górze niby para; tenże płyn, dmuchnięty z ust lub z nosa, opadał, jak to się zdarza z wrzątkiem, od mocy ognia, dopóki nie osiądzie na pewnym dnie w pewnej ilości. Mówią, że podobną moc posiada calciparius. Do tego osobliwego pucharu wlewają już zabójczy napój, zaprawiony sztuką tegoż podczaszego; kto po królu miał go pić, obowiązany był przytknąć [puchar] do ust króla, aby nie można było nic złego podejrzewać, skoro król jakby wpierw kosztował. Wierzono bowiem, że zostało wypite, nie zaś opadło jedynie od wydechu to, co tylko sztucznie było wezbrało; lecz ile tylko wlano właściwego i zabójczego napoju, ten, który przytknął puchar do [ust] króla, miał nakaz po ucałowaniu króla to wypić. Tak okpionych [i] tak zatrutych prosi, aby odeszli, twierdząc, że od przyjaznej z nimi gawędy ogarnęła go niespodziewanie kojąca senność. Mniemano, iż spoili się mężowie, których jad trucizny to na nogach zachwiał, to na ziemię powalił. Ból wydarł im życie u progu tejże nocy. [A] ów najsroższy z tyranów odmówił nawet pogrzebu ich zwłokom, dowodząc, iż zginęli od pokarania z nieba, bowiem wczoraj zamierzali żywcem pogrzebać przyjaciela, ba, krewnego, ba, króla, a tę niegodziwość pozorem miłości skrywaną jęki zdradziły i płacz posągów, i nagły zgon złoczyńców bez nadziei ocalenia, i wiele innych dowodów.

Gdy przeto zaszły te gwiazdy ojczyzny, upadła także wszystka godność i zgasła wszystka chwała Polaków, w popiół się obróciwszy. Albowiem ta świata zakała, ta cnót zagłada, ten najobrzydliwszy ze wszystkich niegodziwiec, opadłszy na łono plugawej bezwstydnicy, w zbytku i gnuśności stał się do cna rozpustnikiem, zgoła nic za większe szczęście nie uważając, niż opływanie w rozkosze. Było zaś jego częstym powiedzeniem:

„Maśćmy się najlepszymi olejkami, raczmy się winem, rwijmy kwiat, aby nie uwiądł".

Onże pierwszy był do ucieczki, ostatni do walki; w niebezpieczeństwach największy tchórz, a skoro strach ustąpił, pyszałek. A jako wróg najzuchwalszy chóry cnót bezustannie zwalczał, bardzo biegły we władaniu wszelkim orężem haniebnych czynów; wszelkich wręcz wysiłków się imał, o których wiedział, że cnocie są przeciwne. Większe [też] miał upodobanie w towarzystwie niewieścim niż w męskich zebraniach. Za te przeto osobliwe zasługi niesłychaną sczezł śmiercią. Albowiem z rozkładających się trupów, które kazał porzucić bez pogrzebania, wylęgły się myszy w niezwykłej ilości i ścigały go tak długo przez stawy, przez bagna, przez rzeki, a nawet przez ogniste stosy, aż zamkniętego z żoną i dwoma synami w bardzo wysokiej wieży zagryzły okrutnie dojmującymi ukąszeniami.

wg Wincenty Kadłubek, "Kronika", http://dc385.4shared.com/doc/YR1c98to/preview.html

 

ilustracja za: Poczet Królów Bałwochwalców