Gazeta codzienna

Sztuka. Kultura. Nauka.

* * *
Merkuriusz Polski dzieje wszystkiego świata w sobie zamykający dla informacji pospolitej. Od 3 stycznia 1661.
poniedziałek, 16 Lipiec, 2018 - 22:27

Zagadkowa góra Grodzisko z Tyńca pod Krakowem i jej celtyccy mieszkańcy

pon., 16/09/2013 - 20:41

Grodzisko to wzgórze w Krakowie, w Dzielnicy VIII Dębniki o wysokości 282 m n.p.m. (ok. 70 m nad poziomem przepływającej tuż obok Wisły). Położone jest na terenie Bielańsko-Tynieckiego Parku Krajobrazowego. Stanowi najbardziej na zachód wysunięte wzniesienie Wzgórz Tynieckich.

Legendarne miejsce

Wiąże się z tym miejscem następująca legenda:

Walgierz Wdały (Mocny) pan na Tyńcu zakochał się podczas pobytu na dworze króla Franków, w córce króla, pięknej Helgundzie, zakochanej w królewiczu alemańskim. Chcąc skłonić jej serce ku sobie przez trzy kolejne noce śpiewał pod jej oknem piękną pieśń. Ostatecznie Helgunda wzgardziła królewiczem alemańskim i pokochała Walgierza. Wzgardzony królewicz udał się do swego kraju i urządził zasadzkę na przeprawie przez Ren. Walgierz i Helgunda po jakimś czasie uciekli z dworu frankijskiego. Rycerze alemańscy zażądali jednak za możliwość przeprawy przez Ren tyle złota ile ważyła Helgunda, a gdy Walgierz dał im czego żądali nadal wzbraniali się go puścić. Doszło potem do pojedynku pomiędzy Walgierzem a królewiczem alemańskim, w którym Walgierz zabił przeciwnika, po czym nie niepokojony już przez nikogo dotarł z Helgundą do Tyńca[1].

Po jego powrocie, krewni skarżyli mu się na krzywdy doznane od Wisława Pięknego, syna Pompiliusza, pana Wiślicy. Walgierz pojmał go i wtrącił do lochu. Po jakimś czasie, zwyczajem rycerskim, wyruszył na wyprawę. Helgunda nękana samotnością, podmówiona przez służącą, której się poskarżyła na samotność, wypuściła więźnia z lochu. Urzeczona jego urodą, w objęciach Wisława szybko zapomniała o mężu. Obawiając się zemsty męża Helgunda z kochankiem uciekła do Wiślicy. Wkrótce potem Walgierz powrócił z wyprawy. Dowiedziawszy się od służby o niewierności żony, wpadł w wielki gniew i popędził do zamku Wisława. Tam jednak został ponownie oszukany przez żonę, która obiecując wydać mu Wisława zaprosiła go do zamku, gdzie w zasadzce czekali rycerze Wisława.

Walgierza zakuto w łańcuchy i uwięziono w klatce, z której co wieczór musiał obserwować miłosne uciechy Helgundy i Wisława[1]. Jedyną osoba, która okazała serce uwięzionemu była bardzo brzydka siostra Wisława. Ta, uzyskawszy wcześniej od Walgierza obietnicę małżeństwa potwierdzoną przysięgą, potajemnie dostarczyła mu klucze do kajdan i miecz. Gdy znowu kochankowie cieszyli się sobą Walgierz zrzucił łańcuchy, wyszedł z klatki i pozbawił oboje życia[1].

Rys. Grodzisko na mapie z roku 1907, źródło: eksploratorzy.com.pl

Lokalna historia antyczna

Najstarsze znane ślady osadnictwa na terenie Tyńca pochodzą z mezolitu (ok. 8000-4800 lat p.n.e.). Liczne zabytki archeologiczne potwierdzają istnienie osady na Górze Klasztornej, pochodzącej sprzed 2300 lat p.n.e. z czasów epoki neolitu. Znaleziono tu ślady pracowni ceramicznej wytwarzającej wysokiej jakości ceramikę siwą oraz najstarszej[1] w Polsce mennicy wytwarzającej głównie srebrne monety celtyckie.

W początkach X wieku Tyniec zamieszkiwali Wiślanie. Nie wiadomo kiedy założono miejscowy klasztor, jego pochodzenie kryje się w mrokach dziejów.  klasztor wzniesiono na podwalinach starszego grodu. Pierwszą osadę na wzgórzu na którym dziś znajduje się klasztor, założono ok. 3 tys. r.p.n.e.

Opisy z czasów pogańskich pozostawiły jedynie legendę. Panować miał tu Walgierz Wdały (czyli wspaniały). Był on legendarnym, pogańskim władcą ziem. W pobliżu obecnego klasztoru znajdują się resztki dawnego grodu, nazywanego "Wielki Tyn".

Około 1044 roku, po rebelii antykatolickiej, Kazimierz Odnowiciel zaprosił do Tyńca Benedyktynów, którzy przejęli klasztor, niestety, źródła milczą, od kogo. Nie ma dowodów iż klasztor założono w 1044 roku- historycy nie mogą dowieść skąd Jan Długosz znalazł na to wzmianki.

"Wzgórze klasztorne jest znakomicie umocnione murami, wieżami tudzież innymi środkami obronnymi, a straż tak w dzień jak i w nocy ustawicznie tam pełni służbę. Piękny to klejnot ojczyzny, a przeciw zasadzkom nieprzyjaciela silna warownia, starodawne miejsce obronne, na którym nawet w dawnych wiekach z powodu wyniosłości wzgórza nigdy nie brakowało twierdzy [...]


Jan Długosz, Liber beneficiorum

wg http://www.zamkipolskie.com/tynie/20.jpg

Fot. Grodzisko na fotografii, cc wikimedia

 

Na wzgórzu znajdują się ślady długo istniejącego grodziska, którego najstarsze pozostałości pochodzą z okresu kultury łużyckiej (badania archeologiczne prowadził tu Gabriel Leńczyk w połowie XX wieku). Z wzgórzem tym związana jest legenda o Walgierzu Wdałym i Helgundzie, istnieją przypuszczenia, że to wzgórze było ośrodkiem rodowym Starżów-Toporczyków.

Obniżony podmokły środek wzgórza, gdzie niegdyś znajdować się miał staw (zasypany ok. 1850), zwany był Tańculą, jako miejsce zabaw. W przeszłości wzgórze było terenem rolniczym, z czasem, po zaniechaniu upraw, porosło lasem.

Lokalna legenda

Legenda o Helgundzie i Walgierzu Wdałym to legenda zapisana po łacinie w średniowiecznej Kronice Wielkopolskiej (przełom XIII/XIV wieku). Zdaniem polskiego, nieco konserwatywnego badacza Gerarda Labudy, oryginalny utwór, na którym oparł się autor Kroniki, mógł powstać już pod koniec XII wieku na dworze Henryka Sandomierskiego lub Kazimierza II Sprawiedliwego w Wiślicy. Kronikarz natomiast wyraźnie poświadcza, że rzecz dzieje się w czasach pogańskich, a jednym z bohaterów jest władca Tyńca.


Rys. Walka Waltera, cc wikimedia

Opinie współczesne

Po badaniach Gerarda Labudy wśród wielu polskich historyków panuje przekonanie, że w opowieści tej nie występują realne ślady wydarzeń historycznych z czasów pogańskich. Nie można wykluczać, że w legendzie przetrwały dalekie echa wydarzeń sprzed 400-500 lat od momentu spisania kroniki przez Boguchwała II. Są to ślady konfliktu pomiędzy władcą Wiślan a jakimś niepokornym naczelnikiem niższej rangi, być może rzeczywiście rezydującym w Tyńcu.

Oto przekaz z  Kroniki Wielkopolskiej o Wisławie Pięknym w ówczesnym Państwie Lechitów:

 

Było bowiem w owych czasach w królestwie Lechitów miasto przesławne, otoczone wysokimi murami, o mianie Wiślica, którym kiedyś w pogańskich czasach władał Wisław Piękny; pochodził on z rodu króla Pompiliusza. Również z tego rodu pewien komes, podobno niezwykle silny, imieniem Walter Krzepki, który w polskiej mowie zwał się Walter Udały i miał gród Tyniec niedaleko Krakowa, gdzie teraz znajduje się opactwo Św. Benedykta założone przez króla Polaków, czyli Lechitów, Kazimierza Mnicha, pojmał go w jakimś zbrojnym rokoszu i osadził w więzieniu, i w lochach wieży tynieckiej nakazał trzymać pod szczególną strażą.

Ów Walter miał za żonę pewną szlachetną damę o imieniu Helgunda, narzeczoną syna pewnego króla Alemanów i córkę króla Franków, którą uprowadził do Polski podobno potajemnie, narażając się na wielkie niebezpieczeństwa. Kiedy bowiem syn pewnego króla alemańskiego dla nauczenia się dobrych obyczajów przebywał na dworze króla Franków, ojca wspomnianej Helgundy, Walter, jako że miał umysł bystry i zapobiegliwy, widząc, że królewska córka Helgunda zapłonęła miłością do syna króla alemańskiego, przekupił miejskiego strażnika, by ten nie zechciał go zdradzić, i pewnej nocy wdrapawszy się na mury grodu zaśpiewał tak słodką pieśń, że na dźwięczne brzmienie jego głosu królewna wraz z pozostałymi dziewczętami zbudziła się, wyskoczyła z łoża i zapomniawszy o pokrzepiającym śnie stała wsłuchana w najmilszy śpiew, dopóki śpiewak zawodził swą pieśń.

A kiedy nastał ranek, Helgunda nakazuje wezwać strażnika i uporczywie dopytuje się, kto by to był. Ten nie chcąc wydać Waltera utrzymywał, że w ogóle go nie zna. Ale kiedy przez dwie następne noce młody Walter skradając się robił to samo, Helgunda nie mogła już dłużej tego znieść i groźbami zmusiła strażnika, by odkrył śpiewaka. A ponieważ odkryć nie chciał, rozkazała wydać na niego wyrok śmierci.

Kiedy więc strażnik wyznał, że to śpiewał Walter, ona zapałała do niego gorącą miłością i w zupełności przychyliła się do jego życzeń wzgardziwszy pod każdym względem synem alemańskiego króla. Alemański królewicz zaś widząc, że Helgunda haniebnie go odrzuciła, a swe serce otworzyła dla Waltera, wielką rozgorzał do Waltera nienawiścią. Wraca do ojca, obsadza wszystkie miejsca przepraw na rzece Ren i poleca bacznie pilnować, aby nie przewieziono z dziewczyną nikogo, chyba że zapłaci grzywnę w złocie.

Po upływie pewnego czasu Walter i Helgunda szukają sposobności do ucieczki; a kiedy znaleźli ją i kiedy nadszedł oczekiwany dzień, uciekają. Lecz gdy już znaleźli się szczęśliwie na brzegu rzeki Renu, przewoźnicy za przeprawę zażądali grzywny z złocie, i, choć ją otrzymali, powiedzieli, że ich nie przewiozą, dopóki nie zjawi się alemański królewicz. Lecz Walter wiedząc, że zwłoka sprowadzi niebezpieczeństwo, w jednej chwili dosiada rumaka, Helgundzie nakazuje usiąść za sobą i wskakując do rzeki przeprawia się rychlej niż strzała.

A gdy już nieco oddalił się od Renu, usłyszał za sobą krzyczącego Alemańczyka, który go ścigał i wołał znajomym głosem: "Ty, zdrajco! To tak milczkiem umknąłeś z królewską córką i przedarłeś się przez Ren nie płacąc myta! Stańże, stań i stoczmy pojedynek, a ten, kto zwycięży, zatrzyma i konia, i broń, i Helgundę." Odpowiadając bez lęku na jego słowa Walter powiedział: "Kłamstwem jest, co mówisz, bo i przewoźnikom dałem grzywnę w złocie, i królewskiej córki nie porwałem siłą, tylko wziąłem ze sobą jako towarzyszkę, bo sama chciała jechać ze mną." A gdy to powiedział, obaj nieustraszeni godzą w siebie wzajemnie włóczniami.

Kiedy złamały się włócznie, nacierają na siebie mieczami i po męsku próbują sił. Ale ponieważ Alemańczyk widział przed sobą naprzeciwko postać Helgundy, i jej widok znacznie dodawał mu sił, zmuszał Waltera do cofania się tak długo, aż ten cofając się zobaczył Helgundę. Ujrzawszy ją zaparł się w miejscu płonąc i niewiarygodnym wstydem i wielką do niej miłością, a odzyskawszy siły natarł mężnie na Alemańczyka i zabił go w jednej chwili. Zabrawszy jego konia i broń podjął dalszą drogę i powrócił do ojczyzny promieniejąc triumfem podwójnym - radosnym i zaszczytnym.

Kiedy przybył do grodu tynieckiego po szczęśliwie, pomyślnie i z powodzeniem odbytej podróży i przez pewien czas dla poprawy zdrowia postanowił wypocząć, jego bliscy skarżąc się oznajmili mu, że w czasie jego nieobecności Wisław Piękny, książę Wiślicy, wyrządził im różne krzywdy. Rozumiejąc, że one go ciężko obrażają, z zemsty powstaje przeciw Wisławowi i, jak przedtem powiedziano, wreszcie z nim walczy, zwycięża go, a zwyciężywszy, oddaje więźnia pod straż w lochach wieży zamku tynieckiego.

Gdy upłynął czas jakiś, Walter przemierza znowu dalekie krainy i zwyczajem rycerzy uprawia sztukę wojenną. A kiedy ubiegły już dwa lata bez jego obecności, Helgunda brakiem męża bardzo przygnębiona poczuła chęć zwierzenia się pewnej młodej swojej powiernicy i ze spuszczonymi oczami powiedziała, że "ani nie są wdowami, ani mężatkami"; odnosiło się to do tych, które złączyły się małżeństwem z mężami dzielnymi, chętnymi do bitew i wojen.

Powiernica zaś odrzuciwszy wstyd towarzyszący zdradzie, pragnie dopomóc swej pani w żałosnej niedoli, której doznawała tak długo, oznajmia [więc], że w wieży więziony jest Wisław, książę Wiślicy, o wspaniałej budowie, ponętnym ciele, pięknym wyglądzie; doradza, nędzna, aby Helgunda w czasie ciszy nocnej kazała wyciągnąć go z wieży, a gdy już nacieszy się upragnionymi uściskami, po cichu odesłać go znowu do lochów. Tej przypadają do smaku rady powiernicy i choć niepokoi się groźnymi skutkami, nie lęka się narazić życia i dobrego imienia.

Poleca wydobyć Wisława z czeluści więziennych, a zobaczywszy, jak wielkiej jest urody, wpada w podziw i zachwyt. Już nie odsyła go do lochów wieży, lecz, co więcej, związuje się z nim przymierzem i przyjaźnią, łączy nierozerwalnym węzłem miłości i, porzuciwszy raz na zawsze łoże własnego męża, postanawia uciec do Wiślicy.

W ten sposób Wisław wraca do siebie z przekonaniem, że odniósł podwójny triumf. Był to jednak triumf, który miał obojgu przynieść zgubę i śmierć.  Gdy niedługo potem wracał Walter do swego grodu, mieszkańcy wypytywali go, czemu to Helgunda nie wyszła przynajmniej przed wrota zamku, by ucieszyć się z jego przybycia. A kiedy dowiedział się od nich, jak to Wisław wspomagany przez zaufanych strażników wydostał się z głębi wieży i jak uwiózł ze sobą Helgundę, wpadł w straszny, szaleńczy gniew i pospieszył natychmiast do Wiślicy, bez lęku narażając siebie i swoje dobro na nieprzewidziane wypadki.

Do miasta Wiślicy wkracza niespodzianie; Wisław zaś właśnie poza miastem bawił na polowaniu.  Kiedy Helgunda zobaczyła go w mieście, pospiesznie wybiegła mu na przeciw i padając twarzą do ziemi zrozpaczona żaliła się, że Wisław porwał ją przemocą. Namówiła Waltera, aby ukrył się w jego domu obiecując zaraz na skinienie oddać mu Wisława w ręce. Ten ufa zwodnicy i ulegając zdradzieckiej namowie wchodzi do strzeżonej komnaty, gdzie ujęty przy pomocy Helgundy oddany zostaje Wisławowi.

Cieszą się więc Wisław i Helgunda, długo klaszczą z radości, że już po raz trzeci szczęśliwie im się udało. Najmniej zważają, jak skończy się ta uciecha, choć takich jak oni często zagarnia smutek śmierci. I nie chciał [Wisław] trzymać go w lochu pod strażą, ale postanowił gnębić go czymś więcej niż brudnym więzieniem. Nakazał bowiem rozkrzyżować mu ręce, naciągnąć mocno szyję i stopy i związanego przykuć żelaznymi klamrami do ściany w komnacie jadalnej. W tej to komnacie też polecił przygotować sobie łoże i tam w letnim czasie, w południe oddawali się z Helgunda beztrosko igrom miłosnym.

Miał zaś Wisław rodzoną siostrę, której z powodu brzydoty nikt nie chciał za żonę. Gdy chodziło o straż przy Walterze, ufał jej bardziej niż innym strażnikom. A ona, bardzo współczując Walterowi w mękach, wyzbyła się zupełnie wstydu dziewczęcego i zapytała go, czy zechciałby ją mieć za żonę, gdyby pomogła mu w niedoli i uwolniła go z okowów. On obiecuje i potwierdza przysięgą, że, dopóki mu życia, będzie ją darzył miłością małżonka, a z jej bratem Wisławem, jak tego żąda, nie będzie nigdy walczył mieczem. Namawia ją także, aby z sypialni brata wykradła jego miecz, przyniosła go i rozcięła nim więzy.

Ona po chwili przyniósłszy miecz, tak jak Walter kazał, odcina od każdej klamry, czyli żelaznego uchwytu, wiązanie na samym końcu, a miecz chowa między plecy Waltera i ścianę, aby tym bezpieczniej mógł wyjść, kiedy tylko nadarzy się sposobna chwila. Ale on czeka do południa dnia następnego.  Kiedy Wisław i Helgunda na łożu w komnacie jadalnej darzyli się wzajemnie wśród pieszczot uściskami, Walter niespodziewanie zwrócił się do nich mówiąc: "A jakby się to wam spodobało, jeślibym wolny od więzów, z mieczem moim dźwięcznym w dłoni stanął przed waszym łożem i zagroził, że zbrodnię pomszczę?"

Na te słowa zamarło serce Helgundy i drżąc powiedziała do Wisława: "Biada, panie! Twego miecza w naszej sypialni nie znalazłam, a zajęta twymi pieszczotami zapomniałam ci rzec o tym." A na to Wisław: "Choćby się posłużył dziesięcioma mieczami, bez sposobów kowali, żelaznych klamer przeciąć by nie zdołał." Kiedy oni tak gwarzą ze sobą, spostrzegają, że Walter wolny od więzów wyskakuje potrząsając mieczem, staje przed łożem i w jednej chwili obrzuciwszy ich przekleństwami dłoń z mieczem podnosi wysoko do góry i własnemu mieczowi Wisława pozwala spaść na oboje; ten zaś spadając przeciął ich na pół. Tak to obmierzły żywot każdego z nich spotkał jeszcze nędzniejszy koniec. A grobowiec tej Helgundy wykuty w skale grodu wiślickiego wszystkim, którzy pragną go zobaczyć, pokazują jeszcze do dziś.

Wg wydania: Kronika wielkopolska, tłum. Jan Sękowski, Wybór kronik średniowiecznych, oprac. Antonina Jelicz, Warszawa 1979, s. 82-85

opr. A. Fularz na podst. Wikipedia oraz:

  1. ↑ Kronika wielkopolska. W: By czas nie zaćmił i niepamięć. Wybór kronik średniowiecznych. s. 82-85.
  2.  Gerard Labuda: Źródła, sagi i legendy do najdawniejszych dziejów Polski. s. 272 i 274.
  3. Gerard Labuda: Źródła, sagi i legendy do najdawniejszych dziejów Polski. s. 272-273.
  4. Jerzy Strzelczyk: Od Prasłowian do Polaków. s. 73.

Pogański ksiąźę silny wielce - Strona 247

books.google.pl/books?id=OBRKAAAAIAAJ
Janusz Roszko - 1970


W miejscu gdzie fundowano kościół benedyktyński na Tyńcu — nie znaleziono w gruncie rzeczy poważniejszych śladów osadnictwa z innej epoki jak łużycka. Nie było Celtów, o których tak marzono — chodziło bowiem o potwierdzenie tezy o ...


800-650 lat p.n.e. (V okres epoki brązu) – istniało tu grodzisko zaliczane obecnie do bardzo małych (4-19 tys. m2)

500 p.n.e. – grodzisko z kultury łużyckiej na wzgórzu Grodzisko nad Wisłą

II w. p.n.e. – istniało tu w ostatnim podokresie lateńskim osiedle celtyckie, w którym odkryto kości kota – jedne z pierwszych znanych na terenie Polski

połowa I w. p.n.e. – znaleziska jednych z pierwszych malowanych naczyń znanych na terenie Polski

Praca zbiorowa: Polska. Pradzieje - Piastowie. T. 31. Poznań: Polskie Media Amer.Com, s. 36. ISBN 978-83-252-0200-2.

Początki Polski: dziejów Słowian w I tysiącleciu n.e - Tom 1 - Strona 193

books.google.pl/books?id... - Tłumaczenie strony
Henryk Łowmiański - 1963


Ostatnio tezę o istnieniu osadnictwa celtyckiego w Małopolsce podtrzymał, przyjmując m. in. powstanie krótkotrwałego celtyckiego oppidum w Tyńcu, a castellum w Poznachowicach pod Krakowem, A. Żaki, Z badań nad kulturą celtycką w ...

Świt kultury europejskiej - Strona 230

books.google.pl/books?id=wiUUAQAAMAAJ
Zbigniew Bukowski, ?Krzysztof Dąbrowski, ?Krzysztof Dąbrowski (doc. dr hab.) - 1971


znane są piece garncarskie z typową ceramiką celtycką, a śladów oppi- dów dopatrują się uczeni w fortyfikacjach Tyńca pod Krakowem, w Cieszynie oraz Poznachowicach. W Sobociskach na Śląsku odkryto szkieletowe groby celtyckie.

Rocznik żyrardowski - Tom 6 - Strona 50

books.google.pl/books?id=ATkoAQAAIAAJ
2008


Celtyckie wzory odnalezione zostały także na przedmiotach ozdobnych z epoki żelaza odkrytych w okolicach Krakowa, m.in. w Tyńcu; patrz: N. Davies, The lsles: A Hisłory, London 1999, s. 50-53. 7