Gazeta codzienna

Sztuka. Kultura. Nauka.

* * *
Merkuriusz Polski dzieje wszystkiego świata w sobie zamykający dla informacji pospolitej. Od 3 stycznia 1661.
piątek, 14 Grudzień, 2018 - 04:25

Znalezione w lamusie: Podróż do Ciemnogrodu (cz. I)

śr., 04/09/2013 - 15:21
Kategoria: 

Potocki Stanisław Kostka

PODRÓŻ DO CIEMNOGRODU 

 

Do

Szabiny Janowy

z Potockich Potockiey

 

Tobie, którey rozum i dusza po

dwoynie jak imie są polskiemi,

przypisuię to Dziełko, które

Narodowem być mniemam,

bo w niem nic nie znaydziesz

coby od obcych pożyczonem

było. Tobie, co czytaniem pol

skich książek niegardzisz, co

ich nabywać raczysz, co ie są

dzić umiesz. Ztąd tey pewny

iestem korzyści, że gdy wyi

dzie przyozdobione Twoiem

Imieniem, nosić będzie godło

dobrego i nieuprzedzonego sma

ku, pod którego sąd i opiekę to

Dziełko oddaię. Jesli chcesz

wiedzieć kto iestem, zapytay się

przyiaźni, a ona ci imie moie

wyiawi.

 

WSTĘP.

Wachałem się z ogłoszeniem podroży do Ciemnogródzkiey krainy" bym niepomnożył liczby książek, co się postarzawszy na pólkach księgarzy, a rzadko pozyskawszy zaszczyt oprawy, rozłamią się arkuszami po korzennych i piekarskich sklepach. Lecz zaspokoiło tę obawę pisemko umieszczone w Nze. . Tygodnika mianowicie te iego słowa, " a ty spisz Świstku!" z nich bowiem wniosłem, że kiedy Pisarz tak dowcipny wzywa Świstka by stanął na pomoc dobrey sprawie, miał on czytelników, a może więcey niż ci wielcy ludzie których Dzieła uczenie tęskne, lub heroicznie komiczne, spoczywaią u ich księgarzy in pace,  wziąłem się więc natychmiast do zredagowania Dziennika Pielgrzymki moiey Ciemnogrodzkiey.

Otóż powód wydania Dziełka tego. Ale może mnie kto zapyta o celu iego: niech przeczyta pisemko odemnie wspomniane, one mu go wskaże, bo mu dowiedzie, ile mamy ludzi interessowanych do popierania wszelkiego rodzaiu przesądów, a zatym nieprzyiaciół wszelkiego rodzaiu oświaty. Gdy zaś iest to prawie przyiętem, choć niesłusznem mniemaniem, że wzrost oświaty w Europie naywięcey się przyłożył do przysporzenia nieszczęsnych iey Rewolucyi, korzystaiąc oni z tey chwili, W klórey się ludzie dość powszechnie przekonali ze one im więcey złego niż dobrego przyniosły, powstaią przeciwko wszelkiemu rodzaiowi oświaty, twierdząc, iż ona iest rewolucyinych klęsek karmicielką i Matką, a zatym że ludziom dla ich szczęścia wrócić do dawnych przesądów i nadużyciów wypada, które oni za uświęcone i iedynie zbawienne wystawuią prawidła, dla tego że ich osobistym sprzyiaią korzyściom.

Nie oświata, lecz namiętności i brak oświaty, zakrwawiły i z hańbiły Europeyskie Rewolucye. Niemożna iednak temu zaprzeczyć, że wśród klęsek które przyniosły, obaliły one wiele przesądów szkodliwych. Drogo zaiste te nabycia ludzi kosztowały, lecz właśnie, dla tego iaknaypilniey strzedz ich powinniśmy, by dzieci lub prawnukowie nasi drugi raz ich nie opłacali podobnym nakładem. Złego powodu należy nam się mieć na straży, przeciwko tym, co wraz mięszaiąc złe i dobre z rewolucyi wynikłe, pod pozorem pierwszego, chcieliby zniszczyć drugie, a nawet wrócić nas do ciemnoty i przesądów feudalnych wieków, dobru wszystkich Rządów i ludzi zarównie przeciwnych, a których większa część zwalona przed zaczęciem się rewolucyi iuż wtedy w pogardzie leżała. Otoż celem Dziełka tego iest odkryć takowych ludzi i na iaw wystawia obłudną ich gorliwość, nie maiącą pod pozorem powszechnego dobra innego celu iak własne zyski, którym wszystko poświęcić są gotowi.

Tym końcem ten Romansik przenosi czytelnika, w inny świat i w inny wiek, wcale różny od dzisieyszych, cofa go kilku wiekami, i w Gockiey wędruie z nim krainie, gdzie mu wystawia obraz tych błogosławionych czasów, do których złorzecząc naszemu odwołuie nas interes ludzi, których kastom wyłącznie się za nich dobrze działo. Ten obraz co zlekka tylko, bo nawet pod odmienną postacią zakieślony, ieśli choć w części przypomni barbarzyństwo i srogość tych wieków, stanie się iak mniemani naylepszą odpowiedzią na deklamacye tych, coby nas do nich wrócić chcieli.

Kiedy maluię upłynione wieki a to w obawie ich zwrotu, kiedy wystawiam ich zwyczaie i obyczaie tak od naszych różne, oczywiście nie iestem krytykiem, ani czasów ani ludzi dzisieyszych, w których staie obronie. Gdzież są dziś Xiążęta do Mruczysława V. podobni, co wśród małpiarzy, pasibrzuchów, i opoiów pędził popielowskie życie? Gdzież dumni, zuchwali, okrutni, zgoła Barbarzyńscy Baronowie, co zamieszkali po zamkach swoich, byli klęską poddanych, sąsiadów, podróżnych i handlu? Gdzież są dziś ci szlachetni Panowie, pisac nieumieiący, co się tylko polowaniem i kieliszkiem bawili ? Oto chyba na teatrach naszych ! Gdzież pobożni tylu niegdyś bogatych a dziś zrujnowanych klasztorów fundatorowie, lub ci, co zbrodniami okryci mniemali ie tym okupić sposobem ? Chyba w żywey tych pamięci a raczey sercu, coby nas do podobnych czasów z wrócić chcieli ? W cóż się podziały potęga i bogactwa dziś zruynowanych powiększey części duchownych, w cóż wziętość Mnichów, ich rozwiozłe po klasztorach życie, którego święty Arcybiskup, żywy za. czasów swoich wystawił obraz wierszem wiecznie trwać maiącym?(Będzie lat temu kilkadziesiąt, wydal Krasicki podówczas Biskup Warmiński )

Oto znayduiemy ie tylko po kartach historyi naszey i wpieniach iego. a poźniej Arcybiskup Gnieźnieński, dwa stawne Poemata polskie, iedne. Monachomachią, drugie Antymonachomachią zwane w których nayżywszemi kolorami odmalował klasztorną ciemnotą, śmieszności i nadużycia. Nikt mu tego choć Duchownemu nie miał za złe, a nawet przykładni Zakonniey, sami się z niepodobnych do siebie śmieli Braci, i tych Poematów, iak mniemam ku ich poprawie użyli. O tę ia tylko łaską proszą i dla Bonzów moich, gdyby się komu, choć przeciwko wszelkiemu podobieństwu uroiło w głowie, ze maią coś wspólnego z. dzisieyszemi Zakonnikami naszemi, których prawdziwie Chrześciańskim cnotom nieomięszkałem w mieyscu swoiem oddać cześć winną.

Nie więcey tedy to, co mówię o Ciemnogrodzkich Bonzach przystosowanem być moie do skromnych dzisieyszych duchownych naszych i do pokornych Zakonników, iak to co mówię o Mruczysławie V. do czynnych i oświeconych Monarchów, albo co przytaczam o Baronach do inaczey wychowanych i w innych znayduiących się Rządowych stosunkach Panów naszych.

Przecież nieomieszkaią ci ludzie, którzy każdego co nie iest ich stronnikiem bezbożnym wyśmiewaczem i rewolucyonistą mienią, (:bo taka zwykle iest ich taktyka:) może i temu dziełkowi, którego zamiar iest tak oczywiście niewinnym, podeyrzanego przypisywać ducha. Lecz raz ieszcze nie idzie tu o wprowadzenie żadney nowości, wierze i Rządom a zatym ludziom szkodliwey, ale o niezwrócenie się do iuź upadłych przesądów, co lak długo nad światem ciążyły. Niemogą same Rządy oboiętnem patrzyć okiem na ich wznowienie się i szerzenie, z pożytkiem uprzywileiowanych a małolicznych klass poddanych swoich, z ogólną wszystkich szkodą. Cożkolwiek o tem bądź, pewny nieskazitelności zamiarów moich, odwołuię się w przypadku od samowolnych zarzutów, a raczey czernidło, ludzi powodowanych namiętnością własnego interesu, do zdania twoiego nieuprzedzony Czytelniku, któremu się z zadufaniem poddaię.

Zechcesz sobie przypomnieć, ze będzie lat (emu kilka wyiawiłem ci tajnik, owego sławnego Smorgońskiego Zakonu, który się od wieku zawiązał, przeciw oświacie, i wziął pod swoią opiekę wszelkiego rodzaiu nadużycia i przesądy pod cieniem których niegdyś dni pędził swobodne. Zechcesz pomnieć, ze wielkim mistrzem iego, był Naypotężnieyszy Xiążę Mruczayło, Państwa Ciemnogrodzkiego i wielu innych kraiu Nayciemnieyszy Pan i Dziedzic. Obiawiłem ci ustawę Smorgońskiego Zakonu i wiele iego czynności., mogę powiedziec officyalnym sposobem. — Jeśli niemasz co lepszego do czynienia, przeyrzey ie w Tomach Pamiętnika Warszawskiego. Nie chciej iednak mniemać, ie zamknęły mnie odtąd usta, miotane przeciwko Swistkowi pociski od tych, których dotknął, bynajmniej o nich osobiście nie myśląc, a nawet ich nieznaiąc. Lecz umilkłem, bom był długo nieprzytomny w kraiu, powołany do dworu Najciemniejszego Pana, gdziem bawił dość długo i dość podufale, bym mógł dać wierne iego opisanie, i odkryć mianowicie związki iego z naszym kraiem. Pismo więc, które ci ofiarnię, iest kontynuacją tego, com poczęści wyiawił w Pamiętniku Warszawskim. Wreszcie upodobanie Publiczności w oddalonych podróżach i nowych odkryciach, zaręcza mi więcej, niż słaby móy talent, ze niniejsze pismo z udowolnieniem przyiąć, bez tęsknoty czytać i nieuprzedzenie sądzić raczy. (Będzie do tey podróży należał iako pryncypalny Aktor, móy przyiaciel Wacław, młody woyskowy, pełny nietylko dowcipu, ale co lepsza rozsądku. Przypomnieć więc winienem, Matką, Wuia iego, ludzi prawdziwie szacunku godnych, u których na Wsi zwaney Zaciszy pędzę, część życia moiego Opisanie iey znayduie się w Pamiętniku Warszawskim pod Nrem. .)

 

p. . Chciey na nie czytelniku rzucić okiem, ho i ona ma związek z tym dziełkiem.

 

PODRÓŻ

DO

CIEMNOGRODU.

 

Podróż z Warszawy do Portu Oślego.

 

Po długiem milczeniu gdy się iuż zapomnianym od Ciemnogrodzkiego. gabinetu mniemałem, a nawet przekonany byłem, (widząc tylu czynnych iego u nas stronników) że któren z nich mnie podsadził, odebrałem depeszę Sekretarza Stanu zupełnie zaspakaiaiącą troskliwość moią, z listem Kanclerza w którym oświadczywszy iak naypochlebnieysze udowolnienie Nayciemnieyszego Pana, wzywał mnie imieniem Jego bym się udał do Ciemnogrodu z Karawaną Polską, która roku tego, to mieysce sławney po całym świecie pielgrzymki odwiedzić miała. Był także przyłączony paszport dla mnie i towarzysza któregobym sobie dobrał, iako gości Nayciemnieyszego Pana w całem Smorgońskiem państwie, co, iak mnie uczył list Kanclerza, było nader znakomitym zaszczytem.

Wiedziałem ia dobrze ze Ciemnygród był iednę z sławnych świata pielgrzymek; lecz niewiedziałem że przezorna Rządu ostróżność, koleią tylko dozwalała iey Europeyskim Narodom; koley roku tego na Polskę przypadła. Przyznam się że mi ta propozycya, iakożkolwiek podchlebna, nie bardzo smakowała; i byłbym się z niey wymówił gdyby mnie do przyięcia iey nieskłoniła ciekawość i naleganie przyiaciela mego Wacława, co mi się za towarzysza podróży ofiarował; a gdy nas do niey także zachęcał Szanowny Wuy iego, pod pozorem wieyskiey przeiazdzki, puściliśmy się w tej oddaloną drogę w naypięknieyszey porze roku. Przyiemnie tedy podróżuiąc z iednym tylko służącym, to iest Jamesem Kamerdynerem Wacława, wielkim awanturnikiem lecz bardzo zręcznym i przywiązanym do Pana swego, z którym ostatnią odbył kampanij, stanęliśmy nakoniec w pewnym Europeyskim porcie, którego mi wymienić bronią prawa Pielgrzymki i dane na zachowanie ich słowo. Już tam większa część pielgrzymuiących wraz z przewozowym okrętem na nas czekała, co za pierwszym pomyślnym wiatrem w trzy dni po naszym przyjeździe odbił od lądu.

Ledwieśmy się oddalili od brzegu, rozwinęła się wspaniale Ciemnogrodzka flaga, przy huku dział, a okręt Niedźwiadkiem zwany, zdawał się latać po morzu z rozpiętemi żaglami. Przyiął nas Kapitan do Jzdebki swoiey; reszta pielgrzymów w liczbie około piędziesiąt, zaieła. pod pomostem przeznaczone sobie mieszkanie, zawalone pakami towarów, co iakem się dowiedział od Kapitana, na rządowych tylko okrętach sprowadzać wolno, które tym końcem kilkarazy na rok do wyznaczonych Europeyskich portów żeglują. Liczba pielgrzymujących w żadnym przypadku sześćdziesiąt osób przechodzić niemoże. Były to, iak mówił Kapitan, mądre ostróźności Ciemnogrodzkiego Rządu, dla ocalenia kraiu tego od zarazy obcych maxym i obyczaiów. Z tego także powodu niebyło wolno pielgrzymuiącym więcey nad dni trzydzieści w Ciemnogrodzkiey krainie przebywać, gdzie wyiąwszy żydów, a to ieszcze za szczególnym pozwoleniem Rządu żadnym innym Cudzoziemcom zamieszkiwać nie iest dozwolonem.

Nie mało nas to uderzyło, że wszyscy ekwipażowi Ciemnogrodzanie z Czeska polskim mówili ięzykiem, który iak nas uwiadomili, iest pospolitą kraiu ich mową. Stróy ich był podobny do naszych Krakowiaków; wreszcie cała postać ciała z oryentalna słowiańska. Rozwiązanie ciekawego badadania, zkądby pochodziła taka styczność, między narodami morzami od siebie odciętemi, odłożyliśmy do pobytu naszego w Ciemnogrodzie, spodziewaiąc się, ie naywięcey ku temu znaydziemy sposobności w stolicy.

Tym czasem obeyrzał okręt nasz Kamerdyner, co między różnemi rzemiosłami których w życiu swoim doświadczał, bywał także maytkiem i dość długo po różnych morzach krążył. Nie zbyt pomyślny był iego rapport o stanie okrętu i Ciemnogrodzkiego ekwipażu, który do Tureckich i Greckich przyrównywał; spodziewał się iednak że pod tak pomyślna, dla żeglugi iak wiosna porę roku, wytrwa kilkadniowey podróży: a ta dłuższą bydź niemiała. Ofiarował nam stół swóy Kapitan, co zapomocą prowiantów naszych i zręczności Jamesa, który między innemi talentami posiadał i Kucharski, stał się wcale nie zły, mianowicie w porównaniu z Smorgońską strawą, iakiey wspaniałość Nayciemnieyszego Pana innym dostarczała pielgrzymom.

Rozstasowawszy się, pierwszem naszem było staraniem poznać towarzyszów podróży, i dociec w iakim ią przedsiebrali celu. Nayprzód tedy sześciu żydów, sądząc po uprzeymem obchodzeniu się z nami Kapitana, ze im się wsparcie nasze w Ciemnogrodzie przydać może, polecili się wysokiey protekcyi naszey iako Deputowani Zakonu swego; daiąc nam do zrozumienia, że byli dobrze opatrzeni w złote dowody których z nami pierwszemi użyć byli gotowi. Wzdrygnęliśmy się na takową propozycya i wypchnęli z izby Żydów. Odrzuceni od Panów trafili do Kamerdynera który znać przekonany złotą ich wymową, wdaniem się swoiem nakłonił Wacława do przyięcia na' piśmie pokorney żydów supliki i obietnicy wspierania ich w potrzebie. — Na co pomyślałem, gdzież żydzi nie trafią, kiedy do nas trafili ?

Po żydach wzięliśmy się do rozpoznania mnichów których więcey niż żydów było; lecz niepostąpili oni

(c.d.n)

Wszystkie dostępne wydania tej publikacji:

http://mbc.cyfrowemazowsze.pl/publication/4368

Struktura publikacji:

  •  Podróż do Ciemnogrodu
    •   Kostka-Potocki, Stanisław, Podróż do Ciemnogrodu T. 1
    •   Kostka-Potocki, Stanisław, Podróż do Ciemnogrodu T.2
    •   Potocki, Stanisław Kostka (1755-1821), Podróż do Ciemnogrodu T. 3
    •   Potocki, Stanisław Kostka (1755-1821), Podróż do Ciemnogrodu T. 4