Gazeta codzienna

Sztuka. Kultura. Nauka.

* * *
Merkuriusz Polski dzieje wszystkiego świata w sobie zamykający dla informacji pospolitej. Od 3 stycznia 1661.
niedziela, 20 Maj, 2018 - 21:48
pon., 24/06/2013 - 11:41
Kategoria: 

Nawet w dojrzalych demokracjach z ugruntowaną tradycją praworządności zdarzają się przypadki, kiedy administracja bezdusznie gnębi obywatela, który niczemu nie zawinił. Poniższa historia niestety jest prawdziwa i wydarzyła się w 2004 roku w Granby w stanie Kolorado. Polskim czytelnikom może przywodzić na myśl postać Michała Drzymałuy i jego długotrwałej walki z pruską administracją, wzbudzając w ówczesnej opinii publicznej liczne komentarze. Marvin Heemeyer, bohater tej historii  także rozpalił współczesne media i opinię publiczną do czerwoności. W Granby prowadził własny, niewielki  warsztat samochodowy w którym wymieniał tłumiki. Niczym szczególnym się nie wyróżniał, przez znajomych był okreslany jako empatyczny dla przyjaciół, a dla wrogów nieprzejednany. Zwłaszcza ta druga cecha zaważyła na jego losach. 

W 2001 roku wdał się w spór administracyjny z włodarzami miasta, którzy w planie zagospodarowania przestrzennego miasta odcięli jego posesję od drogi dojazdowej, na rzecz mającej powstać w sąsiedztwie jego działki fabryki cementu. Znaleziona w jego domu dokumentacja sporu, zawierająca pisma urzędowe i listy świadczy o tym, że miasto skazało jego biznes na bankructwo. Ratusz pozostawał nieugięty także na prośbę o wybudowanie nowej drogi dojazdowej, dodatkowo bezpardonowo atakując przedsiębiorcę w lokalnych mediach.

Niezłomny Marvin spróbował na własną rękę wybudować drogę, zakupił nawet w tym celu potężny buldożer, jednak jego prośby spotkały się z definitywną odmową miasta. Roma locuta, causa finita.

Ale Marvin miał jeszcze sporo do powiedzenia.

Urzędnicy ucieszyli się, że Marvin przystał na ich propozycję nie do odrzucenia. Po sześciu miesiącach miał opuścić posesję, oddając ją w dzierżawę firmie wywożącej śmieci. czas ten wykorzystał by "udoskonalić" zakupiony wcześniej buldożer (którego później media nazwały "killdozer"), tworząc z niego doskonałe narzędzie zemsty. Trzydziestocentymetrowy pancerz ze stali i betonu, liczne kamery umieszczone na zewnątrz pojazdu i klimatyzacja świadczyły o tym, że Marvin przygotował się doskonale. 4 czerwca 2004 roku wkurzony przedsiębiorca zaspawał się w środku maszyny (sam właz ważył ponad 900 kg) i ruszył w miasto by wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę. Z łatwością zniszczył zabudowania fabryki która doprowadziła go do takiej desperacji, po czym ruszył w kierunku miasta. Podczas kilkugodzinnego rajdu przez miasto próbowano go zatrzymać na wiele sposobów, włącznie ze sprowadzeniem brygady antyterrorystycznej SWAT, lecz pancerz nie imał się strzałów z broni długiej, a nawet granaty i pociski przeciwpancerne nie wyrządziły żadnej krzywdy pojazdowi. Długotrwały ostrzał próbował znaleźć słaby punkt w konstrukcji pancerza. Bezskutecznie. W tym czasie udało mu się zniszczyć trzynaście budynków powiązanych z ludźmi, którzy wyrządzili mu krzywdę ( m. in. ratusz i dom burmistrza ). Zemsta Marvina kosztowała Granby ok. 7 milionów dolarów.

Siły porządkowe także sięgnęły po ciężki sprzęt, jednak "normalne" spychacze ibuldożery nie mogły się równać z siejącym zniszczenie potworem Marvina.

Po kilku godzinach zawiodła chłodnica buldożera, a jedna z gąsienic utknęła w piwnicy zniszczonego budynku. Marvin wówczas sięgnął po broń i oddał do siebie strzał. Służby policyjne, w obawie przed zaminowaniem pojazdu przez kierowcę, przewiozły pojazd kilkanaście kilometrów od Granby, spędzając kilka kolejnych godzin na próbie otworzenia pancernego buldożera, by wydobyć zwłoki pilota. Na prośbę rodziny nie podano do wiadomości publicznej miejsca spoczynku Marvina Heemayera.

Pomimo potępienia przez media i lokalne władze  wymierzania sprawiedliwości według własnego uznania, czyn Marvina stał się symbolem walki i sprzeciwu wobec władzy, korupcji i niekompetencji. Walki obywatela popchniętego przez nadużycia władzy do ostateczności.