Gazeta codzienna

Sztuka. Kultura. Nauka.

* * *
Merkuriusz Polski dzieje wszystkiego świata w sobie zamykający dla informacji pospolitej. Od 3 stycznia 1661.
poniedziałek, 21 Maj, 2018 - 01:25

Garść refleksji po wyprowadzce z Polski

czw., 08/03/2018 - 23:26
Kategoria: 

1.

Mieszkam aktualnie w jakiejś absurdalnie małej dzielnicy miasteczka liczącego jakieś kilkaset dusz-ale nie w Polsce. Właśnie przyjechałem ostatnim autobusikiem kursującym na moje absurdalnie małe osiedle 4-5 domów w których mieszka najwyżej kilkadziesiąt osób. Ale jak dzisiaj rano odjeżdżałem o godzinie 9.03 - to na moim przystanku wsiadło ze mną jakieś 20-25 osób i na kolejnych przystankach busik nikogo już nie zabierał. Się zdziwiłem skąd tyle osób na moim malutkim osiedlu...

2.

Ucząc się jazdy na switcha na snowboardzie przypomniałem sobie jak kiedyś niestety nie miałem ochraniaczy i miałem od nauki sine kolana i siny tyłek. Teraz- nauka na switcha to jakby nauka jazdy na snowboardzie od zera, od podstaw, bo uczymy się jeździć inną stroną niż już umiemy. I mimo że: miałem ortezy na kolana (marki asterisk- polecam), zbroję snowboardową na dosłownie całe ciało, kask full face (opłaca się i już mi ocalił zęby) i jakiś taniutki gąbczany neck brace na kark - to miałem upadek za upadkiem i kolana mnie zabolały mimo pancernych ortez i ochraniaczy. .. Nie wiem jak ludzie uczą się bez ochrony- przecież śnieg jest czasem zlodzony i twardy jak beton...

3.

Zupełnie nie wiem czemu ludzie w Polsce tak się uwzięli na samochody osobowe. Są chyba symbolem jakiegoś ich statusu, jak za czasów systemu totalitaryzmu. Tutaj, za polską granicą- pamiętam taką scenę. Stoję na przystanku i myślę że nie zmieszczę się do autobusu bo zbyt dużo ludzi się zebrało więc jadę do miasta nartostradą na snowboardzie. Po drodze mija mnie wypchany niczym puszka sardynek autobus. Staje na przystanku ale czekający na niego ludzie nie mieszczą się. .. Dojeżdżam nartostradą do centrum miasta i przechodzę przez ulicę. Nie ma żadnego ruchu drogowego. Poza jednym przepełnionym autobusem nie zabierajacym już więcej podróżnych- przez długi czas w tym miejscu nic nie przejechało.
Polska. Karpacz. Luty 2018 rok. Jakaś kobieta opowiada historię o tym jak mieszka w Poznaniu i według niej ruch samochodowy w tym polskim kurorcie jest większy niż na ruchliwych ulicach okolicy jej poznańskiego mieszkania.

4.

Dzień minął mi na nauce jazdy na switcha czyli tyłem. Robiłem to w trzech różnych kurortach górskich bo przyjeżdżałem z jednego na inny. Zacząłem w malutkim kurorcie gdzie stok jest łagodny i ma tylko 800 metrów wysokości. Na początku więcej leżałem niż stałem. Mijały mnie 2-roczne kajtki na nartach. Potem cisnąłem szybciej i mniej się wywalałem. Pojechałem autobusem na wieżę widokową i wejście na nią kosztowało aż 40 złotych około wraz ze zjazdem w zjeżdżalni. Wieża widokowa była ogromna a zjeżdżalnia mimo że droga (myślę że wydano na tą wieżę ze zjeżdżalnią ze 30-50 milionów złotych) to nawet zimą w ciągu minuty po mnie było jeszcze dwóch klientów. .. płaci się jakieś 8 złotych a jedzie w dół jakieś 5-7 sekund że aż trudno uwierzyć że można tak szybko hajs wydać. Potem z jednego kurortu do innego jechałem ratrakiem szczytami gór. Były dzisiaj wspaniałe widoki na ośnieżone szczyty gór. Po drodze dwa razy musiałem przeciąć wyciąg orczykowy i wceliwać w dziurę gdzie nikt nie jedzie i nie przesuwa się pusty orczyk w obu kierunkach. Trochę jak w grze komputerowej tylko w realu. Potem w kolejnym kurorcie górskim dwa razy zjechałem tyłem-czyli na switcha-z góry która miała 1206 metrów wysokości jak dobrze pamiętam. ..

5.

Dzisiaj dyskutowaliśmy o sporcie w Polsce. Stosunek Polaków do wielu spraw to takie trochę życie na pokaz, "zastaw się a postaw się"- jeśli można uogolnić. Inne sąsiadnie narody nie poszły w stronę amerykańskich wzorców sukcesu. Mają inne. Swoje. Rodzime. Własne. Widać to w świecie sportu- aktywności sportowe są bardziej masowe, lepiej rozwinięte niż w Polsce i bez porównania lepiej zorganizowane. Inne są wzorce życiowe. Przykład z pogranicza polsko-czeskiego. Ścieżki rowerowe ns pograniczu-korzystają z nich praktycznie tylko czeskie rodziny z dziećmi- Polacy na pograniczu czas wolny spędzają zupełnie inaczej-a Czesi jednak wybierają aktywność fizyczną dużo częściej niż Polacy...podobnie jest z uczestnicteem w kulturze. Ciekawe są też porównania sposobu jazdy nartami czy snowboardem po polskiej stronie i w krajach w sąsiedztwie. W Polsce w wyścigu szczurów do dolnej stacji wyciągu wygląda na to że liczy się czas przejazdu-sądząc z zachowania użytkowników stoków w Polsce. .. A gdzie indziej w krajach sąsiednich chyba bardziej liczy się styl jazdy i technika... Trochę w tym odniesieniu do jazdy na stoku jest takiej lekcji sztuki życia. .. ale nie wiem czy trafnie i zrozumiale to pokrótce opisałem. ..

6.

Dziś założyłem buty snowboardowe o godzinie 8:15 rano a ściągnąłem po powrocie z nocnego jeżdżenia około godziny 22:30. Narciarskie buty nie dają możliwości by przetrwać w nich cały dzień. A snowboardowe owszem. Swoje schodziłem tak mocno że odpada w nich podeszwa mimo że była przyklejana. Linki boa -metalowe sznurówki też już raz trzasły. Dziś uczyłem się nosepressa frontside i backside na snowboardzie. Skoczyłem ze 20-30 razy. Raz przeleciałem 5-6 metrów i ustałem lądowanie. Inwestycja w drogi kask snowboardowy z ochraniaczem na szczękę zwróciła się bo zrobiłem też faceplanta po jednym z pierwszych skoków. ..

7.

Powrót do domu po zajęciach ze snowboardowego jeżdżenia na krawędziach: ze szkoły na skibus, skibusem do stacji kolejki gondolowej. Gondolką na pętlę busa ratrakowego jadącego górskim szczytem. Po 10 minutach jazdy- petardą na snowboardzie po lesie 10 km aby zdążyć przed innymi pasażerami na ostatni kurs ratrakobusa z pętli w lesie. Załapuję się jako ostatni ale jeszcze pomagam wejść sąsiadowi nastolatkowi który jakimś trafem też tu jedzie. Inni pasażerowie mają pecha i byli jakieś 60 sekund później niż ja bo po drodze rzucali się sniezkami. Nie ma dla nich miejsca. Jedziemy. Potem wysiadka i rura szosą dla ratraków jakieś 10 minut z prędkością jakieś 30-40 km/h. Po drodze dwa razy przecinam wyciągi narciarskie i muszę uważać by nie zarobić pałąkiem w glowę gdy przecinam te wyciągi. Potem tasmociag i kolejka krzesełkowa. Potem busik i z sąsiadem wysiadam na moim osiedlu 4 domów. ..

8.

Kupiłem sobie kask marki Ruroc z ochraniaczem na szczękę. I pomyśleć że kiedyś bez kasku i zbroi na snowboardzie jeździłem... Gdy przyjeżdżam przez miejsce gdzie jako nastolatek przywaliłem banią w lód tak że potem wymiotowałem, to przypominam sobie że kiedyś ludzie się wstydzili w kaskach jeździć. .. O dziwo dzisiaj też wymiotowałem ale nie wiem czy dlatego że znów walnąłem banią w lód ale tym razem mając ją w kasku, czy dlatego że na kolację wrąbałem w ciągu około godziny 3 kilo szamy wegańskiej i popiłem to 3 litrami lemoniady z bzu i herbatą... Trudno mi dociec...

9.

Jest jakieś minus 17 stopni. Właśnie skończyłem odrabiać zadanie domowe na stoku jakie dostałem od nauczyciela snowboardu. Próbuję nauczyć się jeździć na krawędzisch deski. Czekam na autobus na moje osiedle 4 domów. Więcej nie napiszę bo ręka mi zamarza.

10.

Opiszę dzisiejszą drogę do domu bo była ciekawa. Otóż uczę się teraz carvingu na snowboardzie- chcę się nauczyć tak brać zakręty deską że rekawicą dotykam śniegu. Po skończonej dwugodzinnej lekcji zjeżdżam nartostradą i wiaduktem nartostradowym do stacji kolejki gondolowej. Potem jadę gondolą jakieś 10 minut do pętli ratrakobusa. Ratrakobusem przez las jadę jakieś 5 minut do końca na pętlę. Stamtąd jakieś 10 kilometrów leśnymi drogami jadę na desce i trochę podchodzę do innej pętli ratrakobusa i cisnę petardę by zdążyć na ostatni kurs ratraka z przyczepką pasażerską. Potem cisnę petardę jakąś pokrytą śniegiem drogą zwykle mijając kilka snowskuterów i ratraków towarowych z naprzeciwka. Potem skręcam na nartostradę by złapać ostatni kurs kolejki krzesełkowej. A potem jakieś 10 metrów taśmociagiem- ruchomym dywanem, bo jeszcze się załapałem- i zjazd do pętli ski busów. Myślę czy dopcham się do ski busa i rezygnuję bo tłum ludzi okrutny. Próbuję dojechać do mojego miasteczka nartostradą ale po 300 metrach zaczyna się lód. Wywalam się na nim próbując minąć grupę saneczkarzy. Idę dalej z buta. W okolicy dworca autobusowego mija mnie skibus z ludźmi upchanymi jak sardynki. Na kolejnym przystanku już nie mieszczą się ludzie i zostają na przystanku....

11.

Koncert. Nagle wokalista porzuca muzykę taneczną i śpiewa arię operową "Nessum dorma". W dodatku jest tylko w slipkach... freaky.

12.

Rozmowa z byłym Polakiem który wyemigrował z Polski 15 lat temu: "Nie chcę wracać do Polski. Polacy nie umieją się bawić, np. nie rozumieją wolności na imprezach techno, d'n'b, jungle". Wg niego Polacy nie znają się na tym co jest dobre by się bawić, i nie chcą czy też nie potrafią płacić za to by się bawić (opowiadałem mu jak zaskoczony byłem frekwencją na dzisiejszym koncercie -bilety po 70 PLN w przeliczeniu- w malutkim miasteczku gdzie akurat bawimy). 
Były Polak opowiadał że po latach przerwy odwiedził Gdańsk i stwierdził że za kilka lat Polacy będą mogli konkurować z innymi krajami jeśli policja czy chrześcijanie wszystkiego nie pozakazują...

13.

Weekendowy wyjazd poza Polskę. Mieszkam w miejscowości liczącej chyba kilkuset mieszkańców. Wczoraj była bardzo dobra impreza z muzyką jungle i zdziwiony byłem ogromną frekwencją bo była w tym klubie chyba co 10. osoba tu mieszkająca. Do mojej "dzielnicy" w tejże miejscowości dojeżdża nawet komunikacja publicza- do grupki kilku domów gdzie mieszkamy - co godzinę jeździ mały busik. To dziwne bo mieszka tutaj ledwie kilkadziesiąt osób- i dla nich uruchamiać malutki autobus? I to co godzinę? W Polsce by nie przeszło. Władze samorządowe stwierdziłyby że to za mało osób i że inny przystanek autobusowy jest kilkaset metrów dalej. .. Tutaj w popołudniowym szczycie busik na nasze osiedle jeździ co kilkanaście minut i nie trzeba iść te 300 metrów dalej do innych autobusów co jest mega wygodne. .. W jednej knajpie gdzie mają coś smacznego dla wegan- wszystkie stoliki były porezerwowane i powiedzieli mi że na wolny stolik to mogę sobie czekać do jutra. W tak małym miasteczku z trudem i po 15-minutowym poszukiwaniu zjadłem coś dla wegan... W Polsce chyba nigdzie bym nie znalazł impry jungle w tak małym miasteczku czy też wiosce .. Aha i jest nawet rodzaj marketu a w nim bezglutenowe płatki śniadaniowe. ..

14.

Oglądałem dzisiaj w kinie film reżysera Aki Kaurismaki pt. "Po tamtej stronie". W tym filmie był tylko jeden polski wątek, ale ciekawy. Uchodźca z Aleppo opowiadał swoją historię ucieczki z Syrii i opowiadał jak był w Gdańsku. Tam próbowali go zabić czy pobić polscy naziści. Jakoś przed nimi uciekł. Tak Polskę widać z ekranu współczesnego kina...

Adam Fularz, luty-marzec 2018 r.