Gazeta codzienna

Sztuka. Kultura. Nauka.

* * *
Merkuriusz Polski dzieje wszystkiego świata w sobie zamykający dla informacji pospolitej. Od 3 stycznia 1661.
poniedziałek, 21 Maj, 2018 - 22:42

W dobie Wielkiego Przełącznika

pon., 10/06/2013 - 23:54
Kategoria: 

 

Żyjemy w coraz większym chaosie informacyjnym. Informacje trzeba weryfikować, często u źródeł, nawet fotografie nie są pewne, a czyjaś niezamierzona niedokładność może się stać kanwą do kolejnej informacji nieświadomie powielającej pierwotny błąd. Śmierć prasy codziennej praktycznie nakrytej siecią Internet  spowodowała nieznane dotychczas problemy. Z jednej strony mamy do czynienia z ogromną ilością informacji, z drugiej strony- coraz więcej informacji powoduje że ich prawdziwość jest trudna do zweryfikowania. Wiele osób w poszukiwaniu wiarygodniejszych informacji zwraca się - paradoksalnie- ku sieciom społecznościowym, w których nierzadko aktywni są znani autorzy.

Obecnie ilość danych które do nas docierają dziennie sięga nawet kilkudziesięciu gigabajtów. Giniemy w zalewie „szarego spamu”- listów handlowych, reklam, zaproszeń, docierających wraz z pocztą elektroniczną, ponieważ kiedyś, gdzieś, coś kupiliśmy. Coraz trudniej poradzić sobie w zalewie treści, i szczególny problem mają wydawcy działający w sieci Internet, który dziś przypomina wielką falę, i trzeba się nieźle napracować, by nie spłynąć w „czyściec Internetu”, bezkształtne limbo serwisów o małej poczytności. Także w polskim Internecie są pierwsi wygrani i cała masa przegranych, którzy nie zrozumieli w porę zmieniającego się rynku, a dziś przepaść między nimi a liderami jest zbyt wielka.

Znawcy tematu, jak choćby niejaki Tim Wu, autor „Wielkiego Przełącznika”, donoszą że żyjemy w fali wielkiej wolności, która w początkach towarzyszyła wszystkim niemal nowym technologiom: radiu, telewizji, filmowi. Po jakimś czasie jednak dawne elity umiejętnie podporządkowywały sobie nowe media. Podobne opinie można usłyszeć także np. o portalu społecznościowym, wg krytyków mogącym służyć inwigilacji.  

Także radio w swoich początkach było oazą wolności, na przykład w USA działała niezliczona ilość stacji prowadzonych przez hobbystów. Podobne nadzieje żywiono także wobec filmu w USA. Tamtejszy przemysł filmowy w swoich początkach nieposkromionego prawem patentowym rozwoju celował we wszelkie możliwe nisze ideowe i intelektualne, w stopniu dziś mało wyobrażalnym. Nikt już nie produkuje np. hitów kinowych dla rynku osób o poglądach anarchistycznych czy innych podobnych mniejszości.

Po raz pierwszy od dwóch dekad ludność Polski w tak znaczny sposób porozumiała się poza rządowym i okołorządowym systemem koncesjonowanych mediów informacyjnych. I nie stała się żadna tragedia, raczej tylko ekonomiści wyrazili żal z powodu nierównych warunków działalności na rynku. Coraz większa część młodych osób w ogóle nie posiłkuje się informacjami mediów uznawanych za mainstreamowe, woli poszukiwać informacji w sieciach społecznościowych. Nowoczesny model pozyskiwania informacji w młodych pokoleniach to sieć Internet oraz książki tradycyjne, odrodzone jako źródło bardziej dogłębnej informacji.

Dziennikarstwo straciło na znaczeniu, ma swoją stałą klientelę o określonych przyzwyczajeniach i nawykach ideowych. Dziennikarze mogą nadal żyć w mniemaniu że kształtują opinię publiczną, ale mam wrażenie że wolty opinii publicznej, takie jak w sprawie ACTA, dla wielu z nich będą coraz większym zaskoczeniem. Być może niektórzy odkryją że ich rząd dusz się znacznie przerzedził. 
(af)