Gazeta codzienna

Sztuka. Kultura. Nauka.

* * *
Merkuriusz Polski dzieje wszystkiego świata w sobie zamykający dla informacji pospolitej. Od 3 stycznia 1661.
środa, 24 Październik, 2018 - 00:47

Koniec "balów emigrantów". Ci coraz rzadziej przyjeżdżają do Polski ze swoich nowych ojczyzn

pt., 19/09/2014 - 20:17
Kategoria: 

Z zainteresowaniem śledzę wydarzenia w Polsce raczej z perspektywy ich bezpośredniego obserwatora. Dla różnych gazet opisuję po prostu to co widzę i słyszę, nie polegając na nie sprawdzonych i nie zweryfikowanych faktach.

Takim faktem jest stałe zwiększanie się liczby emigrantów na wakacjach. Sierpień i wrzesień to okres kiedy wielu dawnych mieszkańców Polski, mieszkających na stałe za granicą, na chwilę wraca do Polski. Na kilka- kilkanaście dni, czasem, jeśli im czas na to pozwala, na dłużej. Zatrzymują się u rodziny, u której ongiś przez lata mieszkali. Odwiedzają dawne miejsca, można ich spotkać jeżdżąc na turytyczne wypady. Dawni znajomi, których przez lata nie widzieliśmy.

Z perspektywy miast przygraniczych trudno nie spostrzec fikcyjności danych demograficznych polskiego GUS, które są oparte na historycznym już rejestrze PESEL. Próba wyjaśnienia, że owa metodologia jest błędna, w samym GUS, nie ma sensu, bo i tak owe metodologie ustalają politycy, jako że GUS nie ma niezależnego statusu, jak to ma miejsce w większości innych krajów. Polski GUS jest rodzajem urzędu o statusie równym urzędowi rzecznika rządu i w swojej niezależności od rządu ma identyczny status jak rzecznik owego rządu. 

Bardzo możliwe, że skala depopulacji w regionach przygranicznych osiągnęła nawet poziom 30- 40 %, bo taki odpływ mieszkańców zanotowano oficjalnie wg bardziej wiarygodnych danych statstycznych zberanych metodami badań przekrojowych. W POlsce- metodologie GUS mają tyle błędów, że wiara w nie może się skończyć dość tragicznie dla kogokolwiek chcącego wykorzystywać nieprawdopodobnie niepewne dane do wyliczania agregatów ekonomicznych w rodzaju zadłużenia na głowę mieszkańca. 

Emigranci po prostu przyjeżdżają. Na chwilę, na tak krótko, że ledwie zadzwonią z jakiegoś naprędce kupionego numeru telefonu. Są w Polsce ledwie na kilka dni, czasem nieco dłużej. Odwiedzą rodzinę, znajomych. I wracają do swoich stałych nowych ojczyzn. 

Nowym trendem jest emigracja już na okres studiów wyższych. Stale obniżający się poziom szkolnictwa wyższego powoduje tymczasem utratę pracy przez wykładowców, pracowników uniwersyteckich. Polskie uczelnie wyższe zamienione zostały w niedbałych sprzedawców dyplomów. Poziom jest dziwny: w niektórych uczelniach uczy się nadal nieaktualnej wiedzy z okresu komunizmu, na przykład w dziedzinie nauk prawnych, społecznych czy technicznych. 

Na nieaktualnej wiedzy nie można zbudować nowoczesnej gospodarki. Architekt nauczony nieaktualnej wiedzy oszpeci przedwojenny park koło naszego biura, pracując wg wytycznych z epoki totalitaryzmu niezmienionych od półwiecza. Sędzia dysponujący zdezaktualizowaną wiedzą wyda wyrok wg nieaktualnych przepisów z okresu komunizmu, które nawet nie spełniają zasady ich stworzenia w demokratycznym państwie prawa. Historyk nauczony - zamiast historii- zwykłego zlepku propagandowych teorii, nie zna nawet źródeł wiadomości historycznych. 

Szukając przyczyn obecnych problemów- warto zwrócić uwagę na "sprzedawców dyplomów"- jak coraz częściej określa się polskie uczelnie wyższe. Niepoprawną wiedzę narzucają im sami politycy, w zaciszach ministerialnych gabinetów układając "programy nauczania" na podsawie nieaktualnych już źródeł. Świat poszedł do przodu, zaś - trudno oprzeć się wrażeniu- że zasób wiedzy w Polsce wręcz się zmniejszył. Trudno się dziwić decyzji- możnaby mniemać że większości członków mojego pokolenia z regionu przygranicznego- że na stałe się wyprowadzili.

Nie ma już dziś "balów" dla emigrantów, które ongiś odbywały się dwa razy do roku- w czasie kościelnych świąt Wielkanocy, i w czasie świąt Bożego Narodzenia, choć ongiś gromadziły po kilkaset osób, wpadających na święta w rodzinne strony i spotykających się na dorocznych prawie że największych imprezach w mieście.  Nie ma wielkich imprez muzycznych organizowanych przez zwykłych promotorów- zrezygnowali oni z tej pracy gdy młodsza populacja wyemigrowała. Ludzie oduczyli się wychodzić wieczorami, aby się zabawić na mieście. Ci, którzy organizują imprezy, musieli poszukać podobnej pracy w miastach mniej przetrzebionych masową emigracją. Lokalna kultura upadła do tego stopnia, że dziś- odwiedzając ostatnią imprezę muzyczną we właśnie zamykającym się klubie, kilka godzin zawzięcie dyskutowaliśmy nad przyczynami tego upadku.

Moi dyskutanci utrzymywali, że gwoździem do trumny była polityka gospodarcza i "polskie płace", które w przygranicznym mieście, położonym ok. 30- 40 minut jazdy samochodem do granicy spowodowały masową emigrację wszystkich osób chcących żyć na zwykłym poziomie. Oponowałem, twierdząc, że nawet jakby pojawili się inwestorzy, to - nie wiadomo co mieliby robić w wolnym czasie, wszak to też ludzie. Tymczasem lokalna kultura w całości obumarła. Ci, którzy lubią rozrywkę, muszą opuszczać rzekomo 100-tysięczne miasto na każdy weekend, co nie jest tanie. Większość osób więc wyprowadza się, chcąc korzystać ze zwykłych miejskich rozrywek. nie będących tymi najniższych lotów, w rodzaju- nadal istniejących dyskotek.   

Ja byłem przekonany że to polityka władz miasta- które ongiś wydało walkę "nielegalnym plakat" obwieszczającym imprezy muzyczne- była jednym z gwożdzi do trumny lokalnej kultury. Dziś, by rozplakatować legalnie imprezę, trzeba zapłacić ok, 1,5 tys. PLN. Lokalna dziennikarka nie chciała mi uwierzyć, mimo że sama- z rzadka- rozlepiała plakaty na swoje imprezy po nocy lepiąc je ukradkiem na ulicznych skrzynkach energetycznych.

Podatki nakładane na lokalną kulturę, takie jak ogromna opłata za rozpromowanie imprezy na "zmonopolizowanych" słupach plakatowych, odebranie miejscowym artystom ich "zaułka", który po kosztującym wiele milionów remoncie został zasiedlony przez organizacje zapraszające kogokolwiek raz na kilka miesięcy... Dzieją się tam nudne wystawy o których sami członkowie tych organizacji mówią że są bardzo przeciętne (co prawda ze sformułowaniem "szkolny" poziom mój dyskutant się nie zgodził, twierdząc że był to poziom "studencki")...  Wystawy na których prezentowane są np. zdjęcia losowych mieszkańców miasta- kojarzą się raczej z dobrej jakości promocją Urzędu Miejskiego, sponsorującego owe instytucje, niż ze sztuką. Ktoś tym zrażony, drugi raz podobnego miejsca już nie odwiedzi. 

Organizacje wybrane przez urzędników w konkursach do "zajęcia miejsca" po byłym zrujnowanym "zaułku artystów", mającym warunki skłotu, ale jednak popularnym, nie potrafią nawet zgromadzić codziennie je odwiedzającej publiczności na poziomie poprzedniej, oddolnie utworzonej "ulicznej galeri sztuki", bo po prostu nie potrafią przyciągnąć odwiedzających. Młodzi artyści, ongiś wystawiający swoje prace w zrujnowanej ruderze, po jej wyremontowaniu i zasiedleniu wyłonionymi przez urzędników "organizacjami artystów", niemalże w całości wyemigrowali. Młodzi ludzie, którzy we własnym mieście wychodzą się zabawić raz na kilka miesięcy, z okazji imprezy zamykającej działalność lokalnego klubu. 

Upadające co rusz kolejne kluby... Artyści i didżeje, którzy nigdy nie prezentowali się w swoim własnym mieście, z powodu całkowitego upadku kultury i silnego odzwyczajenia się mieszkańców od udziału w wieczornych imprezach... Emigranci, którzy odwiedzają Polskę na chwilę, nawet po kilkumiesięcznej przerwie często nie mogą spotkać niemal żadnych swoich znajomych, ponieważ i oni wyemigrowali- z miesiąca na miesiąc emigruje coraz większa liczba osób. Dziś jeden z moich rozmówców twierdził, że wyemigrowało 90 % młodej populacji z jego pokolenia. Te szacunki wydają się być całkowicie realne. 

Przyczyny? To chyba nie tylko gospodarka, ale także- walka polityków o kontrolę nad miastem z jego mieszkańcami. Czymże są akcje władz miasta polegające na zdzieraniu "nielegalnych" plakatów, jak nie walką z lokalną kulturą inną niż organizowaną przez rozdających publiczne dotacje polityków? Rzekomo walczono o "schludne" skrzynki energetyczne, jednak wg plotek, miejscowej "elicie władzy" nie przypadł do gustu jeden z plakatów, na którym... znalazł się byk mający normalnych rozmiarów genitalia.

(Af)