Gazeta codzienna

Sztuka. Kultura. Nauka.

* * *
Merkuriusz Polski dzieje wszystkiego świata w sobie zamykający dla informacji pospolitej. Od 3 stycznia 1661.
środa, 24 Październik, 2018 - 01:29

Pierwsze normalne i demokratyczne wybory w życiu

czw., 19/03/2015 - 21:39
Kategoria: 

Adam Fularz

Niezbyt dawno na jednej z zachodnioeuropejskich uczelni brałem udział po raz pierwszy w życiu w normalnych, prawdziwych wyborach- tyle że uczelnianych. Było to ogromne wytchnienie od pseudodemokratycznej kiełbasy wyborczej serwowanej w Polsce oraz konstatacja tego że jednak może być normalnie, a normalne procedury wyborcze są standardem, a nie wyjątkiem.

Dlaczego te wybory były normalne? Ponieważ były sprawiedliwe, nieporównanie bardziej sprawiedliwe niż wybory w Polsce. Ja, startując ongiś w wyborach w Polsce, czułem że startuję w wyborach odbywających się w kraju rozwijającym się, w którym demokracja jest w powijakach. Niektóre kampanie wyborcze kandydatów były tak porażająco infantylne, jakby zakładali że wyborcy mają mózg wielkości groszka zdolny zapamiętać tylko mantrę w stylu „Kowalski na senatora” wymawianą głosem spikera znanego z czytania list dialogowych amerykańskich filmów akcji.

Polska- wyborczy III świat

W Polsce nie ma czegoś takiego jak dostępny w punktach wyborczych zeszyt zawierajacy zbiór manifestów wyborczych kandydatów, który jest absolutnym musem wszystkich szanujących się procedur wyborczych. Tylko udostępnienie na równych prawach wszystkim kandydującym miejsca w zbiorczo wydanym manifeście programowym gwarantuje że wyborcy przy podejmowaniu decyzji będą mieli świadomość, że dokonują rzeczywistego wyboru, a nie wybierają tylko spośród tych kandydatów, których sztaby wyborcze szybciej rozklejały plakaty, a oni sami mieli więcej pieniędzy na jej przeprowadzenie.

Ba, w niektórych krajach Europy Zachodniej istnieją nawet specjalne regulacje prawne na temat bezpłatnej wysyłki manifestów kandydatów do domów wyborców. Brak jest, znanej z Polski dzikiej kampanii wyborczej, rozklejania plakatów na śmietnikach i lampach. Po co, skoro każdy ma równe szanse dotarcia do wyborcy, a jego wybór zalezy od programu, a nie funduszy na kampanię?

Wolna amerykanka

W Polsce od lat dominuje wolna amerykanka, skupiająca się na tym, kto rozklei więcej plakatów wyborczych. Możnaby stwierdzić pewną skrajność, polegającą w moim okręgu wyborczym na tym że rozklejenie plakatów we wszystkich mniejszych postpegeerowskich wioskach gwarantuje miejsce w parlamencie z wysokim ponad 50-% prawodpodobieństwem.  Miejcami jakby nie liczył się program, a liczył się plakat. Obsesja plakatowa wielu kandydatów wg mnie o tym dobitnie świadczy.

Koszt dotarcia do jednego wyborcy jest spory, a partie potrafią na zdobycie jednego głosu przeznaczyć i ponad 1 zł. Koszt wysłania takiego zbiorczego manifestu z krótkim programem wszystkich partii z danego regionu do domu, przy szacunkowych 10 mln domostw w kraju, to około 17 mln PLN. I tyle pokosztowałaby podatnika kampania wyborcza w skali całego kraju, gdyby wziąć przykład z ukształtowanych demokracji i zamiast zdawać się na wynik wojen plakatowych (w moim mieście poskutkowały aż nocnymi zamieszkami) zdać się na wyborców uprzednio dawszy im możliwość uczciwego dokonania wyboru, bez porzucania ich w świadomości że nie znają programu wszystkich kandydatów i nie potrafią wybrać.

Gdyby w wyborach w których brałem udział, nie było standardowo dostępnych dla wyborców skoroszytów ze zbiorem manifestów wyborczych wszystkich kandydatów, przenigdy nie wziąłbym w nich udziału, nie znając osobiście wielu spośród tych kandydujących osób. Mając jednak w ręku zbiór manifestów kandydatów, mogłem dokonać wyboru innego niż metoda chybił-trafił, do której szczerze przyznają się niekiedy starsi mieszkańcy mego miasta, wychowani jeszcze w czasach komunizmu.

Czemu ludzie w Polsce generalnie omijają urny wyborcze? Bo nie chcą brać udziału w parodii wyborów, której by dokonali nie mając przecież nawet szans poznania programów wszystkich kandydatów. W wyborach w Poslce tak naprawdę głosują jedynie krewni i znajomi królika, osoby zakrzyczane telewizyjną papką ale robiące to bez przekonania oraz niewielka grupka obywateli ponadprzeciętnie interesująca się polityką i mająca dobre pojęcie o startujących kandydatach. Dla reszty głosowanie w wyborach jest czymś w rodzaju gry na chybił trafił, bo przecież nie mieli szansy, niemal żadnej szansy zapoznać się z programem kandydatów ze swojego okręgu.

W Polsce natomiast grupa osób wyjęła ze składnicy z przestarzałymi ideami politycznymi system „pierwszy pokonuje poprzeczkę”, i uparcie promuje go pod nazwą Jednomandatowych Okręgów Wyborczych jako antidotum na bolączki polskiej demokracji. A fakty są zgoła inne: system „pierwszy pokonuje poprzeczkę” jest niereprezentatywny. Dla przykładu, brytyjska partia konserwatywna, by uzyskać większość w Izbie Gmin, musiałaby zebrać około 6-7 % więcej głosów niż jej konkurent, Partia Pracy! Tak więc, system brytyjski może się obrócić także przeciwko samym jego promotorom. Podczas dyskusji na forum internetowym dawnej Unii Wolności podano jako przykład niereprezentatywności tego systemu fakt że w 2001 roku

„tylko 51% wyborców miało swoich przedstawicieli w Izbie Gmin (czyli wybrało tych kandydatów, którzy zdobyli mandaty w poszczególnych okręgach). 49% było głosami zmarnowanymi, a 49% głosowało na kandydatów, którzy nie uzyskali mandatu (niezaleznie od ich przynależności partyjnej. W ordynacji proporcjonalnej jest to nie do pomyślenia.’’

(por. http://www.uw.org.pl/archiwum/lista_dyskusyjna_rozw.php?gru=9818 )

Jego zaletą dla konserwatystów jest to że wycina on sztucznie z parlamentu partie trzecie, gloryfikując zasadę: zwyciężca bierze wszystko.

Padły też argumenty iż demokratyzacja w Afryce i innych krajach III świata polega na przechodzeniu z systemu JOW na system proporcjonalny. Lista krajów posiadających obecnie system jednomandatowy nie pozostawia wielkich złudzeń co do tego tematu:

Wśród "potęg" ekonomicznych, społecznych, politycznych, militarnych i ogólnego dobrobytu, w krajach w których od dziesięcioleci obowiązują JOWy typu anglosaskiego są kraje takie jak:

Zimbabwe, Jemen, Zambia,Uganda, Trynidad Tobago, Sierra Leona, Oman, Myanmar, Malawi, Malezja, Malediwy, Liberia, Kenia, Ghana, Gambia, Botswana, Belize, Anitqua, Bangladesz

wg http://widzianezdaleka.salon24.pl/636546,wyborcy-winni-sytuacji-w-polsce

Pojedynczy głos przechodni zamiast JOW?

System pojedynczego głosu przechodniego (PGP tzw. STV od Single Transferable Vote) to rodzaj liczenia głosów łączący głosowanie personalne z proporcjonalnością odzwierciedlania preferencji wyborców (tzw. quasi-proporcjonalny). Uznawany obecnie za najlepszy system wyborczy z uwagi na redukcję do minimum ilości utraconych głosów w wyborach. W Polsce propagowany przez środowiska skupione wokół Partii Zielonych.

Charakterystka

Głosuje się analogicznie jak w ordynacji z głosem alternatywnym (określając jako wyborca swoje preferencje wyborcze) i dosyć podobnie wybiera się reprezentantów, przy czym zamiast jednego wybiera się kilku a nawet kilkunastu w jednym okręgu. Wyborca oddaje tzw. głos preferencyjny, oznaczając wybranych kandydatów numerami (zaznaczając '1' obok najbardziej preferowanego kandydata, '2' obok następnego w kolejności preferencji, itd.). Niektórzy teoretycy twierdzą, że jest właściwie wielomandatową ordynacją większościową w systemie alternatywnego głosu. W tym systemie głosuje się osobowo (a nie na partię), przez co często dochodzi do ostrej wzajemnej konkurencji między członkami tej samej partii. Według entuzjastów tego rozwiązania wyniki bardzo trafnie oddają rzeczywiste preferencje wyborcze ludności, a system posiada większość zalet typowej ordynacji proporcjonalnej i większościowej, likwidując przy okazji największe ich wady (np. istnieje silna więź między regionem a przedstawicielem regionu).

Historia

Ten system głosowania zaproponowany został w 1821 przez Thomasa Wrighta Hilla. Po raz pierwszy został użyty w 1856 w Danii.

Stosowanie (państwa i regiony)

Australia

Wybory do obu izb parlamentu odbywają się przy użyciu ordynacji transferowych - ordynacja oparta na Głosie Alternatywnym obowiązuje w wyborach do Izby Reprezentantów, natomiast wybory do Senatu odbywają się wedle otrdynacji opartej na Pojedynczym Głosie Przechodnim.

Irlandia

Używany we wszystkich wyborach, aczkolwiek w wyborach prezydenckich wybiera się tylko jednego kandydata.

Kanada

Wielkorotnie w historii parlamentaryzmu Kanadyjskiego stosowano system PGP. 12 maja 2009 odbywało się referendum dla prowincji Kolumbia Brytyjska, w którym Kanadyjczycy decydowali, czy PGP będzie obowiązującym systemem wyborczym.

Malta

Zmodyfikowany PGP jest używany w wyborach do Izby Reprezentantów.

Nowa Zelandia

Wprowadzony w październiku 2004 dla niektórych wyborów.

Wielka Brytania

Wybory w Irlandii Północnej.

Organizacje pozarządowe (NGOs)

Wiele organizacji pozarządowych (partie polityczne, związki zawodowe, przedsiębiorstwa), szczególnie Australijskich oraz większość szkół wyższych w Stanach Zjednoczonych Ameryki (np. Harvard, Princeton) wykorzystuje PGP.


Źródło: "http://pl.wikipedia.org/wiki/Pojedynczy_g%C5%82os_przechodni"